piątek, 25 grudnia 2015

Świąteczna historia - część 1

 - Pakować się szybciej! Za 5 minut ma was już nie być! -rozległ się głos mężczyzny w drzwiach.
- I gdzie my teraz pójdziemy? Przecież zamarzniemy! - chłopiec o imieniu Mikołaj mówił cicho do swojej siostry.
- Nie mam pojęcia. Pozegnales się z wszystkimi? A zreszto, daj rękę, idziemy! - odpowiedziała siostra szlochajac.
  Wszyscy wyszli z sierocinca. Dzieci wychowywaly się tam od ponad 5 lat, jednak burmistrz zadecydowal, że postawi tam hotel.
  Bardzo padał śnieg. Był to dzień Wigili. Miasto pozbawilo dachu nad głową 20 dziecia. Było to w Warszawie. Ale wracając do tematu...
- Dzieciaki! - zaczęła pani Lucyna, opiekunka dzieci - tak strasznie mi przykro. Zabralabym was do siebie, ale sama nie mam się gdzie podziac. Idę do koleżanki. Ze coś by nam takiego przydarzyło się w dzień wigili.
.. nigdy bym się nie spodziewała. Musimy już iść z tego miejsca, wyganiaja nas. Zawsze traktowalam was jak dzieci... Dobrze, wesołych świąt...! - zalana łzami kobieta przeszła na drugą stronę ulicy.
  Wszyscy poszli w swoją stronę. "Brat" miał na imię Jack, miał 14 lat, a "siostra", Angela, 16. Ich tato nie żyje, a mama... jest w więzieniu. Po śmierci męża wpadła w depresje, zaczęła pić i zabiła niewinnego człowieka, z niewidomych przyczyn. Za rok powinna wyjść z więzienia. Ale wracając do rodzeństwa... poszli w stronę rynku. Wszyscy chodzili z reklamówkami pełnymi jedzenia, prezentów. Nagle zobaczyli, że starszej pani wypadł portfel. Dzieci nie miały pieniądze. Szczęście się do nich usmiechnelo! Teraz to się wszystko ułoży! A jednak nie... Angela podniosła portfel i dała go kobiecie, miała jakieś 60 lat.
- Wypadło coś pani. - zaczepila dziewczynka.
- Ojejku, dziękuję! Rzadko by się zdarzyło, że młodzież oddala by portfel. Jejku, mam tam wszystkie karty, dowód osobisty. Jak mogę wam się odwdzięczyć?
- W sumie jesteśmy bezdomni... może dałabym tam pani coś do jedzenia?
- Słucham? Bezdomni? Jak to?
- W wiadomościach pewnie pewni o tym usłyszy. Zamknęli właśnie dom dziecka "Bejc zna dolina"...
- O boże! Akurat dziś! Strasznie współczuję! Wiecie, rodzina przyjeżdża do mnie dopiero za 2 godziny. Wpadniecie na herbatę?
- Nie chcemy robić kłopotu... - odezwał się Jack
- To nie problem. Zapraszam.
  Kobieta okazała się być aniołem stróżem. Dala rodzeństwu herbatę, i smakowała im plecak jedzenia - bułki, mleko, jogurty, serek, cukierki, jabłka. Dala nawet 20 złoty.
- Wiem ze na długo to nie starczy. Ale wiecie, koleżanka mojej córki prowadzi dom zastępczy! Może... może uda mi się załatwić miejsce?
- Jest pani cudowna. Oczywiście, że chcielibysmy!
- Macie naładowany telefon? Zadzwonię jak się czegoś dowiem.
- Tak. Juz podaje. 788...
- Nie chce was wypraszac, ale muszę zacząć robić potrawy. Napewno zadzwonię! Wesołych Świąt!
- My też bardzo dziękujemy. Do widzenia.
  ***
Czy kobieta zadzwoni? Ej, a wgl jak wam się podoba opowiadanie?

3 komentarze:

  1. Wreszcie wrocilaś! :D Cieszę się z tego powodu. Życzę sukcesów w prowadzeniu bloga kochana! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry pomysł na opowiadanie! Rozwijaj trochę dłuższe zdania i będzie bardzo dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz się wzięłam za opowiadania mam nadzieje ze będzie dobrze :) bardzo się ciesze z komentarza

      Usuń